|
Archiwum
|
sobota, 22 października 2011
Widziałem Ją dzisiaj. Przyjechałem tutaj na zaproszenie dobrego znajomego i kręciłem się od rana z nadzieją iż uda mi się Ją zobaczyć. I zobaczyłem, przez moment ale jednak. Stała tyłem do mnie i miała na sobie dżinsy, w których wygląda obłędnie i oczywiście szpilki. Tak banalna rzecz jak poprawianie czegoś na witrynach potrafi być w Jej wykonaniu zrobiona tak zmysłowo, ze zapiera dech. Nie tylko mnie. Nie byłem sam a w Jej kierunku posypały się spojrzenia moich towarzyszy (którzy nie byli wtajemniczeni). Jej ruchy są bardzo świadome, nie nerwowe, pewne i kocie. Tyle razy się zastanawiałem co ma Ona a nie mają inne. I wiem. Jej siła bierze się z Jej przeżyć. Kobieta po przejściach-która wie czego chce i ta niesamowita umiejętność łączenia w jednej osobie skrajnych cech: pewności siebie, władzy,radości, przerażającego smutku (byłem tego świadkiem) a do tego Jej spojrzenie...Czasami władcze i silne, czasami bezbronne... Postanowiłem sobie, że od poniedziałku postaram się normalnie żyć. Jutro będę jeszcze tu-wiec nie uda mi się to dopóki Ona jest blisko. Postaram się zapomnieć kolejny raz. Może tym razem skutecznie. Miałem napisać dłuższą notkę ale wytrącony z równowagi już nie potrafię. Dopijam swoją kawę i jadę na urodziny kumpla. Dobre męskie towarzystwo potrafi rozgonić wszystkie smutki:)
środa, 12 października 2011
Trudno nam się spotkać wszystkim w jednym miejscu i czasie. Ale jeden ma urlop,drugi przełożony dyżur i wreszcie się udało. W męskim gronie. W ulubionej knajpce. Po kilkunastu głębszych umówiliśmy się tak, że o sprawach zawodowych milczymy. I temat sam zszedł na kobiety. Nie będę opisywał co i kto powiedział ale mam swoje przemyślenia. Żona naszego starszego kolegi zakupiła wibrator co on uznał za zniewagę i zrobił jej straszną awanturę. Męska duma została naruszona- że niby on nie daje rady i takie tam. W końcu udało się go przekonać, że trochę postępu w sypialni jeszcze niczego złego nie sygnalizuje. Jednak on cały czas nie był o tym przekonany. Cały wieczór miał zły humor i skwitował to tylko tak, że pierdoli taki postęp bo "mechaniczny" zawsze będzie sprawny i nigdy nie będzie zmęczony, więc rywalizacja z takim nie ma sensu. I tak oto zyskał sobie przydomek "nie-mechaniczny" a my mieliśmy spory ubaw. Lubię te nasze spotkania. Cechuje je luz i męska szczerość. Wniosek po dwóch butelkach 0,7 był taki, że mężczyźni stali się chyba bardziej leniwi a kobiety samowystarczalne, bardziej agresywne i dominujące. Żaden z panów siedzących ze mną nie pamiętał kiedy zaprosił żonę na randkę we dwoje, powiedział :"kocham cię" albo "jesteś sexy". Na koniec doszedł ostatni z naszego kręgu, zmęczony po dyżurze ale chętny do rozmów. I rozwalił całą statystykę, bo powyższe słowa kieruje do swojej żony prawie codziennie. Czyli jednak można, trzeba sobie tylko zadać pytanie, czy wystarczy zdobyć i dalej już nic nie robić, czy zdobywać każdego dnia na nowo. Panowie wypadli w teście dość marnie. Z kobietami nie rozmawiałem. Ja się nie wypowiadałem, gdyż nie jestem w stałym związku i żaden z moich kolegów nie potraktował mnie poważnie :)
czwartek, 06 października 2011
Mam tylko parę minut, więc muszę się streszczać. Czuć już jesień. Moje marzenia niespełnione nadal, rzucone na wiatr, jak kolorowe liście tańczące w przyszpitalnym parku. Czas mnie oszukał, bo nie zadział na korzyść a może to ja sam siebie oszukiwałem, że czas coś zmieni. Moje uczucie powinno już dawno się wypalić, więc dlaczego nadal jest...? Oddałbym wszystko, żeby trzymać Ją w ramionach.
środa, 28 września 2011
Podczas Jej pobytu u Córeczki widywałem Ją jeszcze kilka razy. Ona mnie też. Czasami były to ułamki sekund, gdy wsiadałem do windy a Ona szła korytarzem albo wychodziła. Nigdy potem nie pojawiłem się na tamtym oddziale, bo czułbym się jak lis w kurniku. Zawsze piękna, jednak jak bardzo zatroskana i zmęczona- zauważyłem dopiero wtedy, gdy wyminęliśmy się w drzwiach szpitala i mogłem spojrzeć z bliska na Jej twarz. Była blada a Jej piękne oczy wydawały się mieć jeszcze bardziej intensywną barwę. Nie jestem matką ale wyobrażam sobie jak bardzo trzeba cierpieć gdy dziecko musi leżeć w szpitalu. Wiem jak trudno jest w szpitalu spać. Kiedyś po wypadku sam się o tym przekonałem. Dwa razy zerkając z okna zabiegówki widziałem Ją w przyszpitalnym parku. Nie spacerowała, siedziała jakby zrezygnowana. Zawsze sama. Promienie słońca odbijały się od Jej czarnych włosów. Miałem ochotę zbiec i usiąść obok- ale tego nie zrobiłem. Nie chciałem się narzucać w tak trudnej dla Niej chwili. Chociaż mam w myśli i przed oczami każdy ułamek sekundy gdy Ją widziałem, nie będę wszystkiego opisywał. Pewien margines intymności zostawię dla siebie. Jedno jest pewne. Nie wyleczyłem się z tej miłości- choć usilnie próbowałem. Lekarz nie znalazł odpowiedniej recepty... czyli coś w stylu- szewc bez butów chodzi...
poniedziałek, 26 września 2011
Po porannym obchodzie, myślałem tylko o tym jak bardzo chcę Ją znów zobaczyć. Ale nie tu. Nie w szpitalu. Nigdy więcej nie chciałbym Jej tu widzieć. Przecież w tym miejscu przeżyła najgorsze chyba chwile w swoim życiu. Wypisałem zalecenia lekarskie i opuściłem szpital. Wystarczył jeden telefon i ustaliłbym czy tu jest- ale poczułbym do siebie straszny niesmak. Nie zrobiłem tego. Pomyślałem, że jeśli tu jest to z pewnością jeszcze Ją spotkam. Tego dnia miałem wolne i do szpitala już nie wróciłem. Dla mnie szpital codziennie ma taki sam zapach-szpitalny. Potrafię rozróżnić i poczuć tylko dwa wyodrębniające się zapachy: dobrej kawy i dobrych perfum. Kupując rano śniadanie najpierw usłyszałem pracujący automat do kawy a po chwili poczułem oszałamiający zapach. Nie musiałem się odwracać a dałbym głowę, że to weszła Ona. Mieszanka kawy i Jej perfum zbiła mnie z tropu na tyle-iż zakończyłem zakupy nie biorąc wszystkich potrzebnych rzeczy. Zanim wyszedłem usłyszałem Jej głos. Stojąc w kolejce rozmawiała przez telefon. Sklepik jest malutki, jednak nie zauważyła mnie, stała odwrócona do bocznej lady i przeglądała prasę. Stanąłem z boku i patrzyłem na Nią przez oszkloną witrynę. Jej zapach nadal mi towarzyszył. Mimo, iż nie mogłem go już czuć- nadal go czułem. Nie wiem- czy nie zmienia perfum czy ja trafiłem akurat na takie, które miała wtedy leżąc na oddziale.Ale ta mieszanka- to dla mnie mieszanka wybuchowa i zawsze je poznam. W szpitalu zapach dobrych perfum to rzadkość. Pamiętam, że kilka lat temu robiąc obchody, Jej sala mimo tylu leków, zawsze pachniała. Gdy wychodziła wycofałem się na tyle, aby nie mogła mnie zobaczyć- ale ja doskonale Ją widziałem. W jednej ręce trzymała kubek z kawą a w drugiej różowe czasopismo z księżniczką i kredki. Zanim weszła na oddział dziecięcy ja już widziałem, że musi być Jej bardzo ciężko. Miała na sobie dżinsy i patrząc na Nią tyłem jak wchodzi po schodach nie dałbym Jej więcej niż 16 lat. Stanąłem przy windach i wcisnąłem 1. Poszedłem prosto do gabinetu i chciałem Jej załatwić jakąś dobrą sale. Nie musiałem. Nie wiedzieli co jest Dziewczynce i otworzyli Jej nową sale, na której były same. Piętro opuściłem wewnętrzną windą - było mi przykro i nie chciałem się rzucać w oczy.Przycisnąłem 3 i znalazłem się w swoim gabinecie. Jedno wiedziałem. Nie przestałem Jej nigdy kochać. Wiedziałem to i czułem aż za dobrze.
sobota, 24 września 2011
Tak dawno nie pisałem i tak dawno nie zaglądałem do blogowego świata iż czuję się- jakbym wracał z dalekiej podróży. Wyjeżdżając zamknąłem też bloga-zostawiając go tylko dla siebie, lubię mieć pewność, że mam nad czymś kontrolę. A może to męski egoizm. Długie tygodnie spędzone na kontrakcie za granicą, przyjazdy tu i wyjazdy tam dały mi w kość. Nauczyłem się być może większej odporności na szpitalne życie. Osiadłem na jednym z miejsc, które obejmuje mój kontrakt i gdy już wydawało mi się, że powoli zapominam, zobaczyłem Ją. Wszystkie uczucia wydarły się ze mnie ze zdwojoną siłą a wszystkie rozsądne tłumaczenia diabli wzięli. Mam sentyment do tego szpitala i zawsze będę miał, na tegoroczny kontrakt wybrałem sobie właśnie dwa miejsca, TEN szpital i drugi, który jest bardzo blisko Jej miejsca zamieszkania. Tego dnia miałem dyżur w szpitalu. Było tuż po 18, gdy zebrałem się aby wyskoczyć do barku i kupić coś na kolację. Zobaczyłem Ją stojącą przed szpitalem z córeczką. Są tak podobne, że jeden rzut oka i wiedziałem -że to Jej Córeczka. Nie zauważyła mnie. Bardzo szybko wsiadły do taksówki. Na jej twarzy, choć widziałem Ją tylko przez moment- malowało się przerażenie i złość. Coś mnie tknęło i pomyślałem, że może ktoś z Jej bliskich jest w szpitalu. Stałem, jednocześnie próbując dojść do siebie i trzeźwo myśleć. Znów Ją przecież zobaczyłem... Nie zdążyłem nawet wejść do sklepu, gdy zadzwoniła moja komórka i musiałem biec na oddział. Wracając zabierałem dokumentację z izby przyjęć. W otwartej książce zobaczyłem Jej podpis i szpitalny wpis sprzed kilku minut z adnotacją-odesłano na pogotowie/bsk. Ogarnęło mnie przerażenie ale musiałem czym prędzej wracać do swoich obowiązków. W myśl nowych przepisów ten szpital może przyjąć tylko osoby ze skierowaniem. Nie wiedziałem czy stało się coś Jej czy Małej. Gdyby nie praca- natychmiast pojechałbym za nimi i wypisał skierowanie. Znam tamto pogotowie i wiedziałem, że jeśli nie wróci już dziś do szpitala, to znaczy, że nie jest tak źle...A jeśli lekarz wypisze skierowanie to wróci tutaj...Noc była taka pracowita, że nie miałem szans na kilka minut przerwy. Nad ranem poszedłem do swojego gabinetu i myślałem o Niej. Nadal Ją bardzo kocham. Nie mogę przestać o Niej myśleć. Wystarczyło, że pojawiła się w pobliżu a to- co miesiącami mozolnie budowałem- cały ten mur, żeby się odgrodzić, zapomnieć, rozsypało się jak domek z kart...
niedziela, 17 kwietnia 2011
Widziałem Ją dzisiaj, Ona chyba mnie też- choć pewności nie mam. Kiedy wjeżdżała po schodach ja stałem na dole. Jak pięknie wyglądała. Kiedyś już pisałem o sposobie Jej ubierania...Jest fantastyczna. Wysokie obcasy, spódnica i wiosenny trencz, chyba to trencz-taki krótki płaszczyk z paskiem. Idealnie podkreślający Jej dziewczęca figurę. Byłem z kolegą, który nie jest w temacie. On również wodził za Nią wzrokiem. Kawiarnia w której często pijam kawę i przesiaduję na przeciw Jej biura od dwóch dni zamknięta. Oby nie zlikwidowana- bo to moja baza. Można się tam wygodnie rozsiąść, wypić coś i nawet notkę napisać ;). P. poszedł teraz wybrać jakiś urodzinowy prezent dla żony a ja rozsiadłem się na górze pijąc kawke.Przed chwilą uzupełniłem swoją garderobę. Jak ja nie cierpię przymierzania. Jestem w stanie przymierzyć 3 pary spodni i już. Muszą któreś pasować. I pasowały :) Do spodni dokupiłem koszule (oczywiście promocja) :) Kończę bo ogłaszają alarm przeciwpożarowy, więc wszyscy muszą się ewakuować ...
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Obiecałem, to krótko opiszę.Poznałem Ją w szpitalu.Na dyżurze.Gdy Ją przywieźli, uciekało z Niej życie. Była w ciąży. Od chwili, kiedy popatrzyła na mnie- wiedziałem, że coś się ze mną stało. Bóg uratował życie Jej i Jej dziecku, ja wykonywałem swoją pracę, ale udało mi się i przeżyli. Była bardzo poważnie chora, jej ciąża to było pasmo cierpień. Długie dnie i noce spedziła w szpitalu. Lekarze nie dawali dobrych rokowań co do donoszenia ciąży i późniejszego porodu. Samego porodu również mogła nie przeżyć. Setki bardzo bolesnych zastrzyków, leki, zabiegi,setki bezradnych spojrzeń, płacz, ból, rozpacz. Byłem świadkiem tego wszystkiego. Nie będę sie wdawał w szczegóły. Zakochałem się. Lekarz w Pacjentce.Mężczyzna w Kobiecie. Zakochałem i nie mogę odkochać. Jest dla mnie ideałem Kobiety. Silna, niezależna, piękna. Wyszła za innego. Zrobiłem kilka głupich rzeczy. Drażniło mnie, że ani razu nie wspomniał o Niej ( o Jej cierpieniu) na swoim blogu i dałem tam kilka komentarzy. Usunął je- a mnie dostało sie pare wymówek. Ona też pisała bloga. Usunęła go znowu. Nie wiem dlaczego ale mogę sie domyślać. Pisała głównie o swoim życiu i o nim. A on odwdzięczał sie Jej notkami. Poruszał tam rózne tematy:zawodowe, osobiste, rodziny, dzieci itd- ale o Niej nic. Jakby nie istniała. Pewnie jak to zestawiła ze swoim blogiem zrobiło Jej sie przykro. Ona pisała, że teskni bo on wyjechał, on opisywał jak na konferce czy szkoleniu oddaje sie masażowi relaksacyjnemu. Czarno na białym.Facet Jej nie docenia. Nie załapała sie nawet do notki o podsumowaniu jego ostatnich lat. Przykre. Nie chce mi się nawet tego komentować. Jestem wyciszony, czekam, działam. Staram sie żyć. Staram się być jak najdalej od Niej- a jednocześnie robię wszystko -żeby być najblizej Niej ,kiedy tylko mogę. Dzisiaj też Ją widziałem i widzę. Wydaje mi się, że bardzo zeszczuplała. Mam nadzieję, że ze zdrowiem wszystko dobrze. Nie narzucam się. Tylko jestem.
czwartek, 17 marca 2011
Tak było wiosennie już a dzisiaj wietrzysko, że zęby chce powyrywać :) Pracuję, pracuję i jeszcze raz pracuję. Próbowałem o Niej zapomnieć, ale Ona zawsze będzie w moim sercu. Jako Moja miłość i najdzielniejsza Pacjentka. Mimo wszystko nadal czuję się za Nią odpowiedzialny. Żałuję trochę, ze skasowałem pierwsze notki, które pokazywały jaką Kobietą można być .Ale- w sumie oboje wiemy jak to było, więc każde ma w głowie tamten okres. Ona z innych powodów , ja z innych. Nie wiem czy zostawić bloga czy skasować, bo zaczyna się inny etap mojego życia. Mam w sobie siłę aby zacząć żyć. I do tego znalazłem Ją w sieci. Pisze z cudownym dla Niej optymizmem. Jej notki, choć bolesne dla mnie, pokazują mi, że jest szczęsliwa, albo pisze tylko o tych szczęśliwych chwilach. Tak czy tak, wazne, że jest :)
sobota, 19 lutego 2011
Zima. Jest jakaś magia w tych białych płatkach spadających z nieba.I jest jakaś magia w Jej oczach... Dzisiaj miało nie być o Niej, ale wyminęliśmy się na pasażu, była tak blisko, że mogłem Jej dotknąć. Wszystko co od miesiacy w sobie tłumię powróciło. Jej szybki, sprężysty krok, Jej... wszystko... Oglądnąłem się za Nią. I chyba nie tylko ja...Pomijając to, że zakochany mogę być mało obiektywny-jest jedną z niewielu kobiet, których nogi idealnie wyglądają w wysokich butach. Dzisiaj w buty włożyła obcisłe dżinsy. Nie tak łatwo o Niej zapomnieć. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się to. Czy będe w stanie kiedyś związać się emocjonalnie również i normalnie żyć, czy będę niczym lis- czekał na gorszy moment w Jej małżeństwie i pojawię się by to wykorzystać... Podły jestem pisząć te słowa. Ale swoje wiem. Byłem świadkiem kilku sytuacji -gdy była zdana tylko na siebie i nikt i nic tego już nie zmieni. To przecież wtedy powinien Ją chronić... Od kilku tygodni nie piję do snu. Jestem lżejszy na duchu :) A cięższy na myśli... |